wtorek, 4 grudnia 2012

Psychosomatyka

Nie mogła nic przełknąć. Na myśl o jedzeniu robiło jej się niedobrze.

Bardzo, bardzo się bała.

Bardzo, bardzo się zawiodła. Na sobie, na przyjaciołach, na swoich potrzebach, oczekiwaniach i zaufaniu.

Na szczęście miała dzień-w-biegu, brak czasu i na myślenie, i na jedzenie. Bóg w tym wszystkim był i czuwał, choćby myślała, że jej pęknie klatka piersiowa na pół. I choćby Go nie widziała. I ma plan - pewnie bardzo różny od jej planu, albo bardzo ambitny, Bóg w końcu jest ambitny, a ambicja często oznacza, że coś może być trudne do przyjęcia, ale na pewno owocne.
Bardzo trudno wybrać, co jest lepsze... być szczerą i uczciwą wobec siebie i innych i nie narażać swojej psyche na zniszczenie przez trzymanie, jak to mówiła jej ukochana terapeutka, trupków w szafie, czy zorientować się totalnie na potrzeby i rozumienie sytuacji innych? Chciała jednego i drugiego, ale chyba się nie da... NIE WIEDZIAŁA co ma robić, mogła naprzemiennie śmiać się i płakać, bo tak naprawdę nie ważne co by zrobiła - i tak będzie źle. Dla kogoś. Może dobrze, że wyjeżdżała teraz na parę dni. Może powinna urwać kontakt, ze wszystkimi. Szkoda, że to tylko Poznań, a nie Syberia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz