Taki tam żarcik. Nieśmieszny. Są Dobre rzeczy.
Problem polega na tym, by w wirze zdarzeń, w tym labiryncie i czasem walce żywiołów ROZEZNAĆ. Rozeznać prawidłowo. Proste? Ani trochę. Często chodzi o wybór między własnym szczęściem a czyimś, między tym co się widzi a tym co ktoś mówi, między subiektywnym i obiektywnym oglądem sytuacji, między uczuciem a rozumem, między tym co ludzkie i tym co boskie.
Może nie dość dobrze słuchała, co mówi Ten na górze.
Była zbyt miękka - tak też być może. Tak, osoba która jej nie zna mogłaby tak stwierdzić. Na zewnątrz nie widać statystyk rozegranych bitew wewnętrznych. Nie widać drogi jaką ktoś przeszedł. Jest taki cytat, który lubiła.
Sile nie zawsze towarzyszy odwaga i odwrotnie, słabość nie musi być tchórzliwa.
Ciekawa była, co by powiedzieli ludzie wiedząc w czym tkwi. Trzymanie się dla wielu osób w jej sytuacji byłoby niemożliwe, tak podejrzewała. Jakoś... sama nie wiedziała w jaki sposób daje radę. Chyba tylko mocą Boga. Tylko dzięki niej. A może dlatego że miała jakiś kawałek masochistki w sobie.
Dzień przed Wigilią siedziała w kuchni z rodziną, przygotowując to i owo. Ogarnął ją wtedy taki niepokój, wielki niepokój. Jakieś takie rozedrganie wewnętrzne. Miała poczucie, że zbliża się katastrofa, taka życiowa, ale za nic nie była w stanie wyobrazić sobie czym miałaby ona być.
Trudna noc.
Miała ochotę na jakiś radykalny krok. No bo jak nie ma wyjścia to dla niej jedno pozostaje. Ale nie zrobiła tego. Żadnych głupich decyzji. Niestety usuwając to rozwiązanie z pola uwagi pozostała z niczym. I chyba tak to będzie wyglądało. Położyła się do łóżka i postanowiła nie wychodzić z niego póki nie zaczną się zajęcia na uczelni.
Aha. Święta były całkiem miłe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz