Już po północy.
Powinna była spać, nazajutrz kolokwium na zaliczenie jednego z miliona przedmiotów. Ale jakoś... czekała. Nie spała i czekała na coś, nie wiedziała na co.
Myślała, poruszając się w jakimś niebycie.
Myślała, że ma niesamowite szczęście do ludzi. Nagle niepokojące sytuacje czy stany rozwiązują się dzięki, wydawałoby się, zupełnie obcym ludziom, spotykanym raz w tygodniu na próbie, z którymi tak naprawdę nie udało jej się jeszcze nawiązać kontaktu. A jednak. Ktoś czuwa.
Myślała, że czasem też ma pecha do relacji. Może ich nie rozumie. Może to kwestia cierpliwości. Albo zdecydowania.
Myślała o tym, czy miłość ma jedno oblicze czy też wiele. Czy jest kontrolowalna, a jeśli nie, to dlaczego - z niedostatku woli czy też ze względu na wysoki stopień "prawdziwości". Czy można wykluczyć z niej jakiś czynnik.
Myślała o tym... i owym.
O tym, jak role przyjmowane w dzieciństwie wpływają na zachowanie w dorosłości, na charakter czy osobowość, jak zwał tak zwał.
Myślała, na ile się odsłania, znów.
Myślała o tym, że po drugiej stronie sieci ktoś jest, i kim są ci ludzie.
Myślała o globalnym ociepleniu i tym, że podobno to wcale nie tak. Wiele zresztą spraw jest tak naprawdę "nie tak". Tylko my je rozumiemy w jakiś sposób, ale to niepełne rozumienie, jak ogarnąć całościowo globalne zjawiska, albo człowieka, albo relacje? Zawsze zostanie coś nieodkrytego...
Myślała też... że jednak pora odpocząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz