Bez znieczulenia.
To nie jest jak ucięcie sobie ręki. To rozcinanie samych wnętrzności.
Najgorzej, gdy uświadamiasz sobie jakim jesteś zjebem i że to tylko z twojej winy ludzie odchodzą. Albo nie przychodzą. Że mechanizmy rządzą twoim życiem, nie ty sam. Mówisz sobie "jestem ok" by za chwilę się ochrzanić, i tak wciąż i wciąż, naprzemiennie. Wiesz, że myślenie o sobie jak o psycholu i przypadku beznadziejnym tylko pogrąża, ale zamiast zacząć lepiej o sobie myśleć zaczynasz biczować się nie tylko za to, że nim jesteś, ale, też za to że tak się określasz. Nie widać końca.
Męczysz ludzi ciągłymi huśtawkami i niezdecydowaniem, a co najgorsze - uzależnianiem się od nich. Nie można ciągle kogoś ratować. Nie chcesz by ktoś cię ratował, zresztą. Ale ciągle biegasz do mamy, do przyjaciółki, do chłopaka. Taka nieporadność, żeby ktoś cie poniósł przez chwilę. Ale tak się nie da. To taka - nierzeczywistość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz