Denerwowały ją takie osądy. Ze swojej perspektywy natomiast mogła tylko powiedzieć, że:
- Podjęcie decyzji o zrobieniu sobie krzywdy, odebraniu sobie szansy na lepsze życie, nie jest prostą sprawą. Pomijając kwestie, że myśli się o reakcji rodziny, autodestrukcja jest WBREW naturze, jest mnóstwo mechanizmów obronnych. Poza tym, każdy kto się na to decyduje ma choć mglisty przebłysk, że jest możliwe, że gdyby tego nie zrobił to, przynajmniej hipotetycznie, mógłby lepiej żyć. I że ucina sobie drogę. Tyle, że w rozrachunku przebłysk vs ciemność - ta druga okazuje się wyżej punktowana. To nie jest łatwa decyzja. Nie zasługuje na uznanie - chodzi tylko o to, że nie jest to takie najprostsze rozwiązanie.
- Ci, którzy tylko próbowali. Oddzielna kwestia. I ryzykowna decyzja. Dla wielu ludzi nie śmierć jest celem - jest nim skierowanie na siebie uwagi otoczenia, zyskanie pomocy, powiedzenie "nie wiem już co robić, ale może wy coś zróbcie". Ryzyko polega tu na cienkiej granicy między tym i drugim światem. Chcąc otrzymać pomoc ryzykują życie, muszą to brać pod uwagę. Często się z nich drwi. Że jak można być tak nieskutecznym, podsuwa się im metody skuteczne, i notabene skłania przez to (często) do bardziej radykalnych działań. Jeśli naprawdę jesteś taki nieszczęśliwy, to proszę, jest pociąg. Nie chcesz? Ha, wiedziałem że jesteś zwykłym histerykiem, symulantem. Nie cierpisz naprawdę. I znów - nie jest to dobra metoda, ale każdy posługuje się tym, co ma. Ile razy zdarzyło przy braku młotka używa się kombinerek? jakość nie ta sama, ale efekt podobny, albo - przynajmniej jakiś. Ktoś, kto popełnia próbę (nie: samobójstwo) wie, że może się liczyć z trudnym odbiorem otoczenia, ale potrzeba uwagi jest zbyt duża. Przegrywa z nią, nieraz pojawia się poczucie porażki, lęk przed innymi. Ale jeśli nie umiesz inaczej - zdecydujesz się na to. To też nie jest łatwe.
- I ostatnia kategoria. Ci, którzy samobójstwa się wyrzekli. Może dostrzegli, że jest dobro w świecie, że mają szansę, że mogą przejść różnego rodzaju trudności. Pięknie, łatwo i przyjemnie? Pozory. Tu jest dopiero trudność, może nie u wszystkich, ale u części na pewno. Mówi się tak: "można wybaczyć, ale nie zapomnieć". A w pewnym filmie bohaterka mówiła, że jeśli ten pomysł zaistnieje w głowie jako wyjście, to już nim pozostanie. Co to oznacza? Że w każdej trudnej sytuacji, poszukując drogi wyjścia, on się pojawia. Trudnych sytuacji jest bez liku. I za każdym razem trzeba podejmować najbardziej wyczerpującą walkę - z samym sobie. To jest nieustanne zmaganie się, którego sens potwierdzają czasem bardzo krótkie i rzadkie chwile szczęścia. Ale jednak zdecydowałeś, więc unosisz głowę, zaciskasz zęby i idziesz wciąż i wciąż, przedzierasz się przez tą dżunglę... Mówi się czasem o kimś, że ma siłę charakteru i wolę walki. Ale w odniesieniu do kogoś po próbach? Nie... on się po prostu poprawił, ale słabym był, jest i będzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz