Nałóg to taki paskudny stan. Stan? A może proces?
Zaczyna się niepozornie. Czasem od pojedynczych, nawet niezbyt przyjemnych epizodów, prób. W którymś momencie zauważasz, że mimo tej "nieprzyjemności" dany czynnik daje coś, czego nie znalazłeś dotąd nigdzie. Zaspokojenie potrzeb, które wydawały się dotąd niezaspokajalne. Wypełnienie pustki. Rozładowanie stresu. Spokój. I w tym miejscu stajesz na rozstaju dróg, z których jedna oznacza rozsądek i umiar, druga - niefrasobliwość zawartą w powiedzeniu "carpe diem", jestem odporny na takie rzeczy, to przecież nie może szkodzić, to jest przecież DOBRE.
Ale nie jest. Jeśli zapomnisz rozumu...
Potrzebujesz wciąż więcej i więcej. Raz w tygodniu, trzy razy w tygodniu, codziennie. Nałóg to egocentryk, ale i sprytny strateg. Im więcej chcesz, tym mniej daje. Mówi się, że w związku "władzę" ma ta osoba, której mniej zależy. Ona decyduje co i jak.
Poświęcasz się temu jak kochanej osobie. Ale to nie jest miłość - to zniszczenie.
Pół biedy, gdy zorientujesz się dokąd to prowadzi i będziesz w stanie zerwać. Czemu pół?
Bo to dopiero początek. Nie ma gwarancji, że się powiedzie. Po jakimś czasie rozłąki myślisz "już mi minęło, a tak tęsknię... co szkodzi spróbować". I to jest błąd. Bo nie minęło. Czy w ogóle mija? Czy po jednorazowym kontakcie z czynnikiem uzależniającym można nie chcieć z nim dalszego kontaktu, nie czuć pociągu, potrzeby, czy możliwe jest tylko powstrzymanie się przed pójściem za tą potrzebą, dzięki silnej woli?
Może zawsze tak było, ale tak jej się czasem zdawało, że dzisiejsza rzeczywistość charakteryzuje się szczególnie szerokim wachlarzem uzależnień. Alkohol, narkotyki, tytoń, praca, komputer, zakupy, seks, jedzenie. Ludzie.
Jakoś naturalnie przychodziły jej do opisania procesu uzależniania słowa i porównania kojarzące się z relacją - zerwanie, rozłąka, związek, tęsknota. Bo może to jest sedno: potrzeba stabilnej, bezpiecznej, satysfakcjonującej relacji. Wszystko inne jest zapychaczem. Ale ludzie też uzależniają, to przecież też relacje... Tak. Ale nie: stabilne, nie: bezpieczne, i częstokroć nie: satysfakcjonujące. Relacje z człowiekiem nie zaspokoją wszystkiego. To pewnie oczywista oczywistość dla wielu osób, może dla wszystkich, poza nią. Dla niej było to odkrycie. Odkrycie, że jest tylko jedna Relacja, która to wszystko daje, jedna Osoba.
Mówi się "wszystko jest dla ludzi". W głowie pojawiały jej się dwa skojarzenia. Pierwsze skojarzenie: hasło "wszystko dla ludzi" jako motto promujące niewłaściwy stosunek do ludzi. Chyba całkiem sporo osób się nim posługuje nie wiedząc o tym. I drugie, że faktycznie w większości "obiekty" uzależnienia nie są jednoznacznie złe. To my czynimy z nich zło, stawiając na miejscu wyższym niż im przynależne, wynosząc niejako na ołtarze, kłaniając się im i podporządkowując im całe życie. A jedynym, który jest tego godzien i którego Droga prowadzi do szczęścia, jest Bóg. Tylko za Nim nie stoi żaden przemysł, tylko On nie niszczy zdrowia, tylko On chce czynnie uczestniczyć w naszym życiu i zależy Mu na naszym Dobru. Całkowicie bezinteresownie.
czasem sobie nawet człowiek nie zdaje sprawy z tego, że co w jego życiu tym nałogiem jest, bo nie każdy jest tak oczywisty jak alkohol, narkotyki, seks czy inni ludzie.
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawy wpis.
dokładnie. właściwie wszystko może być nałogiem, to zależy od nas...
OdpowiedzUsuńdzięki za komentarz! :)