Zaczynała dostrzegać subtelne pozytywy. Takie myślowe lekkie powiewy, wkradającą się niepostrzeżenie świeżość. Pierwszy, przy okazji ćwiczeń emisji głosu, prób wydobycia CAŁEGO głosu, przyniósł refleksje: kim jest? kim chce być? czemu nie sobą? co by się stało, gdyby zachowywała się zgodnie z tym, co czuje, a nie zgodnie z tym, czego ktoś (jak sobie wyobrażała, często błędnie) oczekuje? Miała jakieś wewnętrzne modele tego, jaka powinna być koleżanka, przyjaciółka, dziewczyna, kobieta, studentka, córka, siostra, modele, z którymi nieustannie się porównywała. Nie miała tu na myśli ideałów, ale poczucie powinności. Doszła do wniosku, że gdzieś po drodze od ostatniej terapii zgubiła te podstawowe przykazanie Czubka - wnikać w siebie. Nie: patrzeć na zachcianki, skupiać egocentrycznie na sobie, ale wnikać - głęboko, aż do nad-pragnień, nad-motywacji. Tak jak to właśnie jest z głosem - aby wydobył się cały, musi sięgnąć przepony. Nie jest to proste. Śpiewając łatwo jest zapomnieć o napinaniu brzucha, żyjąc łatwo jest zapomnieć siebie. Wiedziała dobrze, zapominała o swoich znajomych, miała z tego powodu poczucie winy, zapominając siebie - jakoś nie. Tak więc pierwszy krok - dotrzeć do tego, odnaleźć siebie, poznać się znów. Kim jest?. Drugi krok - decyzja. Ma być jak dotąd, "bezpiecznie" w całym tym rozhuśtaniu, czy ma być naprawdę dobrze? Będzie siedzieć ze znajomymi, gdy ewidentnie pozbawia ją to energii? Będzie nagadywała na siebie w duchu, gdy nie ma nic do powiedzenia (bo przecież ludzie mówią)? Właśnie to nagadywanie było najgorsze BO DO NICZEGO NIE PROWADZIŁO, do niczego poza depresją. To nie motywowało do zmian, było tylko bezproduktywnym narzekaniem i biczowaniem. NIE.
Chciała móc powiedzieć, że od teraz będzie miała w nosie czyjeś oczekiwania i że nie będzie się już nigdy porównywać. Zmienianie ciała jest trudne, zmienianie toru myślenia tym bardziej. Treningi z Ewą Chodakowską biją furorę, ona miała trening sama ze sobą. Jak na ringu.
Bardzo chciała zostać zupełnie sobą, bez dążenia, by być jak ktoś. Bez myślenia "ona to to, a ja..?".
Oczywiście. Oczywiście. Trening ona vs. ona, ale z trenerem. Miała Trenera. Boga z Jego miłością. Boga, który ocalił jej życie i za nią umarł. Boga, któremu zależy. Wierzyła, że jest ciągle przy niej i jej pomaga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz