http://www.nadzieja.webd.pl/dojrzala.php
Mimo przebytej drogi, momentami miała takie przeświadczenie, od którego nie wiadomo jak się odsunąć - że samobójstwo jest tak naprawdę jedynym sposobem, by wreszcie zaznać spokoju, a przynajmniej, żeby to rozchwianie się skończyło. Że prędzej czy później będzie musiała się do niego uciec, żeby wreszcie uciszyć rozdygotane neurony. Broniła się przed tymi myślami rękami i nogami, ale... Jeśli Bóg jej nie uwolni, nie ochroni - to nie wiedziała czy da radę, raczej... mało prawdopodobne.
Za dwa dni chrzest. Z tego co słyszała wokół - czas przed chrztem jest czasem narażenia na działanie złego, chcącego odwieść od tej decyzji. Słuchając opowiadań znajomych wyobrażała sobie, że jedyne co może ją spotkać to jakieś "dziwne" sytuacje, zdarzenia. I z lekką satysfakcją stwierdzała, że jej nic takiego się nie przydarza. Do czasu. Bo przeciwnik wie co jest naszą słabością, wie gdzie uderzyć. Ją uderzył właśnie tak - zwątpieniem, bólem, krytycznymi myślami, nienawiścią do siebie. Bólem. Bólem. Bólem. I rozchwianiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz