To co złe mija, bo Ten, który jest dobry, jest silniejszy.
Zapominała o tym. Strach przesłaniał jej tę podstawową prawdę, a szatan to wykorzystywał.
Zobacz, znów jest źle, gdzie jest ten Bóg, który miał cię uzdrowić? Naprawdę liczysz na to? To niemożliwe. Nie w twoim przypadku, każdy jest bezsilny spotykając ciebie. Nie ma nadziei, nigdy nie będzie lepiej. Co z tą poprawą? Tyle się modlisz i nadal nic, to nie działa, On nie słucha, po co się jeszcze wysilasz? Lepiej byś to zakończyła... Tak będzie lepiej dla wszystkich.
Ale jednak potrafiła przeczekać ten czas ciemności. To był sukces. W czasie, gdy zmysły były otumanione, a wyobraźnia podsuwała najgorsze perspektywy i pomysły gdzieś z tyłu głowy pozostawało to, że Bóg uratował jej życie i ono należy do Niego. Nie miała prawa nim rozporządzać. Nie widziała sensu, w tych momentach nie widziała niczego, ale ten sens był, MUSIAŁ BYĆ. Owszem, walczyła z tym. O ile łatwiej byłoby faktycznie po prostu to zakończyć, mieć z głowy, z tej chorej głowy całą tą przepychankę z sobą, ze złym, ze światem. Życie wydawało się torturą. Więc walczyła wtedy z tym zakazem umierania, chciała decydować o sobie. Przynajmniej będąc w ciemności myślała, że to z nim, z Nim walczy. Bo potem przychodziło poczucie, że to wcale nie z Bogiem walczyła, ale że to była bitwa o życie toczona ze złym. I że znów Bóg zwyciężył.
W koncepcji dialogowego Ja ujęte by to było jako walka między różnymi wewnątrz - rozmówcami. Jako dialog, czy może raczej kłótnia, między częściami Ja. Ale psychologia ma tendencje do bycia zachowawczą i oddzielania się od kwestii wiary. Dla niej to była walka między dobrem a złem, między jej dobrą a złą częścią, co sprowadzało się do bitwy między Bogiem a szatanem. Ona była za mała i za słaba by wygrać, ale On ją ochraniał, nawet gdy nie zdawała sobie z tego sprawy. Inaczej już by jej tu nie było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz