Ludzie popełniają błędy. Wszyscy bez wyjątku. Kluczową umiejętnością jest to, by (w rozsądnym wymiarze) przejść nad tym do porządku dziennego. Tj. przestać się obwiniać o to, że jest się taką, a nie inną osobą, że mówi się w jakiś określony sposób. Co najważniejsze - przestać obwiniać się o to, na co nie ma się wpływu - w szczególności o reakcje ludzi na siebie. Jeśli stając przed sobą w prawdzie, wspinając się na czasem ciężkie do osiągnięcia wyżyny samoświadomości uznaje się, że w tym co się zrobiło nie było nic złego - to obwinianie o te reakcje innych jest bezpodstawne. Za relację, czy po prostu to, co jest między ludźmi, odpowiadają dwie osoby: ich oddzielne i wspólne doświadczenia, aktualna sytuacja i stan, własne zaburzenia i osobowość. Tak jak z Uszami von Thuna - ten sam komunikat może być odebrany jako rzeczowa informacja, ukryty komentarz co do jakiejś osoby czy jako wyrażone nie wprost żądanie.
Nie chciała nikogo pouczać. Nigdy w życiu nie chciała, by to co pisała zostało przez kogoś odebrane jako próby moralizowania. To miało być tylko egoistyczne miejsce autorefleksji. Kiedyś bardziej chciała, żeby ktoś się pochylił nad tą treścią, którą tak trudno jej wyrazić werbalnie. Teraz pisała dla siebie, ale z myślą że może komuś się to przyda, w jakikolwiek sposób, choćby jako coś co go denerwuje i dzięki temu katalizuje nieco złość.
W każdym razie tak sobie myślała, że warto, by to uściśliła. Nawet jeśli używała trybu brzmiącego jak "prawdy życiowe" to nie były one nimi. Albo były, ale dla niej osobiście. Nie wnikała w to, co jest ważne dla każdego innego - szło to w parze z bezwzględnym szacunkiem dla czyichś wartości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz