Powrót do domu rodzinnego oznaczał jedno. Płacz i zgrzytanie zębów.
W zasadzie była zaskoczona, ale czuła się tam STRASZNIE. Nawet nie tam, bo już w pociągu nie mogła powstrzymać łez.
Powrót w miejsca z dzieciństwa, do ludzi, z których żaden nie był dla niej przyjacielem, ani nawet kumplem. Będzie skazana na rodziców i młodsze rodzeństwo, już bez siostry, dzięki której tyle przetrwała. Miała takie poczucie, jakby budziły się wszystkie dawno uśpione demony, i opanowywały jej głowę, i nie pozwalały oddychać, i wysysały każdą kroplę radości.
Musiała żyć. Niezbyt przyjemna perspektywa. Ludzie mają sens w życiu, jakiś cel. Jej celem było nie zabić się, bo nie wolno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz