poniedziałek, 5 stycznia 2015

O radości, iskro... Boga.

Gdzie jest prawdziwa radość? Co daje szczęście? W ostatnich dniach przekonała się, że źródło jest tylko jedno.
Można szukać go w rozrywkach, nawet wartościowych kulturalnie, można szukać w ludziach, przyjaciołach, parterze, rodzinie, osiągnięciach, zainteresowaniach. Problem w tym, że to nie jest źródło. Można porównać to do jazdy samochodem - miłośnik jeżdżenia odczuwając przyjemność, uzna, że jej źródłem jest to, że się przemieszcza. Łatwo zapomnieć, że istnieją inne, podstawowe kwestie, bez których by się nie obyło: samochód wraz z silnikiem, paliwo w baku i zdobyte wcześniej prawo jazdy.
Można się cieszyć tym wszystkim, i pewnie wieloma więcej rzeczami - ale pod warunkiem, że źródło radości jest głębiej, inaczej paliwo skończy się zaraz po jeździe, radość się skończy i będzie jeszcze gorzej niż wcześniej. Tak wynikało z jej doświadczenia.
Bez Boga nie ma trwałej radości. Bez przyjęcia ofiary Syna Bożego, bez czytania Bożego Słowa, bez uczenia się go i wprowadzania w życie. Może się wydawać, że nie, że po co, co to za brednie. A jednak.
Dzień wcześniej spędziła miły dzień. Nabożeństwo, muzeum, musical w teatrze, obiad ze znajomymi. Wszystko, poza nabożeństwem, dawało jej radość - dopóki się nie skończyło. Dopóki nie wsiadła do powrotnego pociągu i nie powróciło wszystko. Czyli miliony wątpliwości związane z jej kulejącą relacją z Bogiem.
To nie ma znaczenia, te wszystkie przyjemności. Przyjaciele odchodzą, rozrywki się kończą. Nic nie jest nieskończone, poza Nim. Wiedziała to, i wiedziała, że w Nim jest cała jej nadzieja. Ale choć chciała i wręcz umierała z pragnienia, nie wiedziała co zrobić, by być blisko Niego, wierzyć w Jezusa, być za Niego wdzięczna.
Wymarzone auto stało na parkingu sklepu i nie miała nic, i nie miała sposobu, by je zdobyć.

2 komentarze: