poniedziałek, 29 grudnia 2014

Siedziała w pokoju.
Po świętach, pięknych, ciepłych świętach z rodziną przyszedł kac. Po pięknych dniach, gdy radość przeważała nad smutkiem, wróciła szaro - czarna codzienność.

Co chrześcijanie sądzą o smutku, o przewlekłym przygnębieniu? Nie miała depresji, to wiadomo nie od dziś. Ale czy to, co miała, było skutkiem zaniedbania duchowego, życiowego marazmu, czy połączeń w jej głowie? Czy ktokolwiek może jej na to odpowiedzieć?

Dzień wcześniej w rozmowie mama próbowała jej uzmysłowić, że jej myśli to podszepty złego, ale nie mogła w to uwierzyć. To, co o sobie myśli, to po prostu rzeczywistość.
A myśli, że w przyszłej pracy nie będzie miała nic do zaoferowania. Nic nie umie, osobowość ma do bani, żadnych użytecznych pasji. I taka jest prawda, no kurczę.

Wyjęła koraliki z myślą, żeby coś stworzyć, jakieś kolczyki, cokolwiek. Inwencji brak. To wszystko jest takie bez wartości, bez sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz