Trafiła wreszcie na kilkugodzinną górkę. Po trudnym tygodniu, śpiewanie na nabożeństwie okazało się zbawienną odmianą. Korzystała z tego. Kiedyś stworzyła listę rzeczy, za które chciała przeprosić. Dziś chciała zrobić dłuższą. Za co dziękuje. Bo miała za co.
Dziękuję za to, że mogę śpiewać i się w tym rozwijać.
Dziękuję za to, że mogę śpiewać wśród ludzi, którzy wiedzą jaka jestem, są wyrozumiali, stanowią podporę w wzór do naśladowania.
Dziękuję za to, że mogę śpiewać dla ludzi, którzy wierzą w Boga, i mogę ich w ten sposób budować.
Dziękuję za to, że moja wiara i umiejętności wokalne są zbyt małe, bym mogła jakąkolwiek zasługę przypisać sobie.
Dziękuję za ludzi, którzy są bezinteresowni i wielokrotnie mi pomagają, nawet jeśli im nie po drodze.
Dziękuję za znajomych, których nie zraża moje milczenie i nie zważając na nie dopominają się o kontakt.
Dziękuję za ludzi, których nie zraża mój opór i namawiają mnie na rozsądne, choć czasem wymagające odwagi kroki.
Dziękuję za ludzi, którzy dzielą się dobrym słowem, tak ot.
Dziękuję za ludzi, którzy obdarzają uśmiechem i sympatią, zawsze i wszędzie.
Za przyjaciół, za znajomych, za rodzinę. Za A., M., M, J., E., E., A., R., za mamę, oczywiście, i za wielu innych, których spotkałam gdzieś na swojej drodze, i którzy teraz się na niej pojawiają.
Dziękuję za to, że przechodzę przez studia bez większych problemów.
Dziękuję za to, że finansowo też nie mam większych kłopotów.
Dziękuję za to, że nawet ze zdrowiem fizycznym też jest ok.
Dziękuję za chwile, gdy się uśmiecham, gdy czuję się szczęśliwa.
Dziękuję za to, że czasem mogę w czymś komuś pomóc, być potrzebna.
Dziękuję za siłę, która pozwala rano wstać z łóżka.
Dziękuję za zdolność rozumienia i tworzenia powiązań.
Za to wszystko, co pozwala funkcjonować, w podstawowym, ale też interpersonalnym wymiarze.
Dziękuję za życie, bo choć jest trudne, to jest szansą. Bez życia szansy już nie ma.
Dziękuję za to, że Bóg mnie pociągnął do siebie. Inaczej pewnie bym nie żyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz