Na strychu stała skrzynka. Zakurzona, lekko zbutwiała, ale wciąż mocna.Nic nie wskazywało na to, by miała się w najbliższym czasie rozpaść. Fakt, że w ostatnim czasie proces niszczenia nagle przyspieszył, jednak to wciąż było mało. Wciąż jedyną możliwością dostania się do środka było otwarcie kłódki, do której klucz był mistrzostwem sztuki ślusarskiej.
Między deskami miejscami porobiły się prześwity, przez które można było spojrzeć - by jednak coś spostrzec w ciemności, trzeba było wysilić wzrok do granic możliwości. Nie każdy to umiał.
Niektórym udawało się zobaczyć więcej, innym mniej, większości nic. Niektórym zdarzało się, że na ułamek sekundy unosiła lekko wieko. Niektórym skrzynia dawała więcej, innym mniej.
Te miejsca, szpary między deskami, czy nawet spojrzenie spod wieka - pozwalały zobaczyć tylko określone skrawki wnętrza. Określone, powierzchowne. To, co skrzynia wybrała, by pokazać.
Pozostała część była ukryta. Niektórzy sądzili, że coś już odkryli, że wiedzą, co to za skrzynka, zamykali ją w swoich wyobrażeniach, zbudowanych na ledwie promilach prawdy.
Czasem skrzynka chciała dać coś więcej, ale prawdą było, że nie całkiem miała kontrolę nad swą zawartością. Niekiedy chciała pokazać coś mniej reprezentatywnego, jakiś kawałek brudnej szmaty, a pokazywała aksamit, czasem męczyły ją korniki, ale na zewnątrz drewno wyglądało na nietknięte.
Korniki były najgorsze. Niewidoczne, ale obecne. Bezustannie.
Sprawiały, że zaczynała podejrzewać tych, którym więcej pokazała, o złe zamiary, ukrytą chęć zniszczenia jej lub po prostu zlekceważenia. I choć wiedziała, że niektóre z małych szkodników są tylko urojeniem, niewiele to zmieniało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz