Egzystowała na uczelni. To najlepsze słowo. Egzystowała.
Wśród dwudziestu - kilku dziewczyn.
Siedziała między nimi.
Gwar spomiędzy nich przedostawał się i do jej uszu i umysłu. Gwar radosny, poufny. Kilka grupek, trzymających się ze sobą już od dawna. Kilka osób, które życzliwie się do niej odnosiły, ale to wszystko. I nie tym razem.
Siedziała obok. Poza tym.
Mignęło jej przez myśl, że kurczę, reszta koleżanek ma relacje w tej grupie, a ona nie. Na moment cień zakrył jej umysł.
A potem poszedł dalej. Bo i ona miała gdzie iść dalej. Miała życie. MIAŁA ŻYCIE. Kto by pomyślał, że ona może mieć życie, czy raczej ŻYĆ, pełną piersią. A jednak.
:) Dobrze przeczytać taki Twój wpis :)
OdpowiedzUsuń