Nierealność, nieprawda. Któregoś dnia, na wyjeździe terapeutycznym było ognisko. Jeden chłopak wziął sprzęt nagłaśniający i śpiewali na cały regulator. Od początku czuła, że coś jest nie tak. Nie umiała się przyłączyć, chociaż kochała śpiewać. Czuła się tak obco. Nie należała do ich świata, nie istniała. W końcu nie mogła wytrzymać tego że oni mogą, a ona nie. Nie chciała pokazać tego ogromnego bólu, który czuła. Odeszła od ogniska, ale niezbyt daleko, bo nie miała sił. Usiadła na jakimś kamieniu i ciągle myślała o tym, jak jest sama. Nie mogła przestać.Tak naprawdę przypominała to sobie jak przez mgłę. Wiedziała co robi, ale dlaczego, po co? Miała wracać do domku, w którym mieszkała z całą grupą terapeutyczną. W połowie drogi uświadomiła sobie, że nie może tam pójść. Dlaczego? Nie potrafiła na to odpowiedzieć. Położyła się spać w domku terapeutycznym. I nie sądziła, że ktoś zauważy, że jej nie ma. Tak jak po pierwszej komunii, po wyjściu z kościoła, nie widząc nikogo, sądziła, że rodzina o niej zapomniała i poszła do domu. Więc wróciła sama. Nawet nie przyszło jej do głowy, że prawda może być inna. Że po prostu rodzina nie zdążyła wyjść z kościoła. Było dla niej oczywiste, że po prostu zapomnieli o nic nie znaczącej ośmiolatce.
Tak i teraz. Następnego dnia było straszne zamieszanie. Ostatecznie wyszło na to, że chce zwrócić na siebie uwagę. Co z tego, że naprawdę nie potrafiła się wytłumaczyć? Czuła, że nikt jej nie wierzy. Że terapeutka jej nie wierzy. To było straszne.
I teraz bała się wrócić w to miejsce. Wiedziała, że ludzie stamtąd już ją zaklasyfikowali do odpowiedniej szufladki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz