Nienawidziła siebie. Nie potrafiła się opanować. Nie umiała się uczyć. Na wszystko reagowała... jak jakaś histeryczka. Rozlała wodę, spóźniła się na zajęcia, o czymś zapomniała... i płakała.. Wracała z zajęć i czuła, że chce przestać żyć. Dlaczego? Miała normalną rodzinę, znajomych. Ale ciągle chciała od nich uciec. Nie chciała, żeby ją znali. Każda jej dobrze zapowiadająca się relacja kończyła się w momencie, gdy ujawniała swoje myśli i uczucia.
I ciągle ta mgła. Komuś coś mówiła, ale czy na pewno? Z kimś wracała, ale kto to był tak naprawdę? Przymglone rysy twarzy, dziwne miejsca. Nieprawdziwe. I ta świadomość, że to nie może jej się śnic.To jest rzeczywistość. Niestety.
Powoli dochodziła do wniosku, że nie ma dla niej miejsca w społeczeństwie. Nie mogła się w nim odnaleźć. To wszystko było obce, dalekie. Próbowała się przybliżyć, ale wychodziło na odwrót. Najbardziej bolesne były chwile nadziei, że jest normalna, ma szanse na normalne relacje, związek. A potem przychodziło uświadomienie.
Brak szans.
O ile łatwiejsze byłoby życie bez nadziei, bo...
Każe żyć i każe umierać co noc
Z tęsknoty
Chwiejny blask spojrzenia gaśnie
by za moment oślepić
Błędny taniec ogników
Rozbłysła iskra wiary...
Lecz tchnienie rzeczywistości przywraca ją ciemności
Nim ogrzeje skostniałe serce
Odchodzę od okna
To znów nie tym razem
W oddali cichną kroki Radości...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz