wtorek, 25 maja 2010

Woman, where are you?

Była po kolejnej sesji terapeutycznej.

Dziś rozmawiały o tym, co ją męczy, tak bardzo mocno, od równo 10 dni. Odkąd usłyszała od dziecka słowa, które mniej więcej miały znaczyć, że jest gruba.

Nie wiedziała, dlaczego tak się tym przejęła. Może dlatego, że znów odezwała się w niej tęsknota za związkiem.

Po wyjściu z 7f myślała, że niewiele ma do zrobienia. Tymczasem nie ruszyła tego problemu:

Kompletnej nie akceptacji siebie. Swojego ciała. Nie dostrzegania w sobie kobiety i przeświadczenia, że inni, mężczyźni szczególnie, również jej nie dostrzegą.

Kiedy w rozmowie z terapeutką sięgnęła wgłąb siebie, wydobyła myśli, które ją samą przeraziły i zaskoczyły. Myślała, że zna swoją wartość, wie jak jest, że nie tylko wygląd się liczy. A czuła kompletnie co innego. Że bez szczupłej figury nic nie znaczy. Co z tego, że nie jest głupia, ma inteligencję na poziomie wysokim, jest oczytana, wrażliwa na sztukę i nie jest złym człowiekiem. Te 8 kilo nadwagi stanowiło nieprzekraczalną barierę. Kto chciałby ją pokonać? Nie potrafiła schudnąć, a nie wierzyła, że taką jaką jest może ktokolwiek pokochać - jak kobietę. Wiedziała, że może być przyjaciółką, powierniczką, koleżanką... Ale nic więcej. To jej odbierało chęć do życia, a jednocześnie wzbudzało bunt - dlaczego? Co takiego sprawia, że krąglejsza dziewczyna nie ma szans? Nawet z ładną buzią i niezłym mózgiem..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz