W takich chwilach jak dziś przychodziły jej do głowy słowa: wspomnienia palą mnie jak słońce. Skąd to określenie się wzięło - nie wiedziała. Nawet nie oddawało w pełni jej odczuć. Było banalne. Ale wracało, zdecydowanie zbyt często. Wystarczało jedno błędne posunięcie. Przypadkowe otwarcie teczki z dokumentami, z leżącą na wierzchu karta wypisu. Stary pamiętnik. Pojawienie się na facebooku dawno zapomnianej osoby. Powrót nadziei (tak, ona istnieje!)
Życie przeszłością nie ma sensu. Trzeba wyciągnąć z niej wnioski, i iść dalej. Ją coś hamowało. Nie, nie coś. Ona sama. Dawała sobie prawo do uczuć, marzeń, porywów serca nawet. Po czym anulowała je.
To czego się nauczyła i co miało największą skuteczność w wychodzeniu na prostą, to autoanaliza. Dzięki niej mogła wychwycić nieścisłości i sprzeczności w myśleniu i działaniu. To było dobre.
Ale czasem kierowało się przeciwko niej. Szczególnie w relacjach. Zyskiwała coraz większą świadomość siebie, swoich zalet - ale i niedoskonałości. Zawsze sądziła, że ludzie nie lubią osób niedoskonałych i dążyła do ideału. Nadal nie potrafiła tego przeskoczyć. Nie czuła się dość dobra. W ogóle. Dla kogokolwiek.
Była niedojrzała, niewykształcona, niestabilna. Taka prawda. Nie bynajmniej rozżalona, o nie. To taka bezsilność trochę, zrezygnowanie, ale też poczucie, że, no czego lepszego mogła się po sobie spodziewać.
Był też jakiś tego pozytyw: temperowało to nieco jej dumę, a naprawdę było jej to potrzebne. Swoją drogą czy to nie paradoks, że osoba z nie najwyższym poczuciem wartości jednocześnie czuje wyższość w jakichś aspektach? Są rzeczy których nie ogarniała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz