poniedziałek, 19 lipca 2010

To już koniec...

Na szczęście tylko turnusu terapeutycznego. Jechała autokarem, jakże inaczej to teraz wyglądało! Terapia ma to do siebie, że poznaje się ludzi o wiele szybciej, mniej powierzchownie. Tworzy się bliskość, gdzieś zanikają bariery, maski, udawanie. Nie do końca, każdy przecież ma swoją bańkę mydlaną, ale jest już dużo bardziej przejrzysta niż na początku. I jest coś takiego, że każdy jest szczery, mówi co mu leży na sercu, bez zbędnego łagodzenia czy cynizmu. A jeśli nawet to łatwiej to przyjąć, bo wiadomo, że to tylko dla czyjegoś dobra. Żeby dotarło. Tak jak usłyszała raz od Terapeutki: "nie mam nic do ciebie, jesteś ok, ale dla twoich świrów nie będzie taryfy ulgowej"

Był ostatni dzień ze spotkaniem grupowym. Dzień informacji zwrotnych, gorącego krzesła.
Mówiło się każdemu po kolei wszystko, co było z nim związane: wyobrażenia, uczucia, wspomnienia, to, co chciało się przekazać, rzeczy dobre i trudne - bez oceny i dawać rad.
Przy pierwszej osobie, której miała coś powiedzieć, wrócił do niej obraz obozu sprzed dwóch lat... niemiłe wspomnienie. Kiedy usłyszała niewiele, a zapamiętała tylko przykre rzeczy. Między innymi to, że ocenia ludzi i wypowiada mocno autorytarne osądy. I tak ją to spięło, że ledwo wydukała dwa zdania... Żeby nie powiedzieć nic źle. Bo ciężko było jej zauważyć, kiedy zaczyna oceniać, nie rozróżniała tego za bardzo. Później zaczęła się zastanawiać- czego - kogo się boi tak naprawdę? Co się stanie jeśli kogoś, niecelowo przecież, oceni? Powie jej że go ocenia, i co? Armageddon? Zostanie potępiona? Ktoś przestanie ją lubić - ktoś, z kim będzie miała kontakt jeszcze dobę?
Bała się na wyrost. Od grupy dostała wiele pozytywów i komunikatów, które dały jej do myślenia. A Terapeutka, jak to ona - zawsze potrafiła ją zaskoczyć. Tym razem pozytywnie. Powiedziała to co było potrzebne, kilka rzeczy, z którymi się nie zgadzała i zostawiała je, bo terapeutka też jest człowiekiem i może się mylić, choć nie można wykluczać, że coś w tym było. Odczuła z jej strony akceptację, jakieś uznanie, trochę dezorientacji i niezrozumienia - nic co zwaliłoby ją z nóg, to raczej stawiało ją na nie i dawało impuls do działania.

Nie zmarnuje tego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz