piątek, 23 lipca 2010

Zabawa w aktorstwo

Czasem myślała, że już tyle za nią. Gdzieś tam zostawiła ześwirowane myślenie, wiedziała, że jest nieprawidłowe. Wydawało jej się, że wie już wszystko o sobie, no niech będzie, że prawie wszystko - ale margines niepewności zostawiała tylko dla zasady.
I wtedy ktoś mówił coś, co dawało jej do myślenia, co odsłaniało to, co zgrabnie przykryła, ukryła, zapomniała - a może tylko próbowała zapomnieć?
Została po prostu zapytana - czy uważa, że jest coś warta, a jeśli tak - to ile? Ale tylko według niej, bez odniesienia do innych.
Powinna odpowiedzieć: no tak, lubię siebie, jestem wartościową osobą samą w sobie.
Ale jej odpowiedź zabrzmiała: no... chyba jestem coś warta. Podobno każdy jest.
Tyle że nie czuła tego i nie umiała oddzielić poczucia własnej wartości od porównań, odniesień do innych ludzi.
Nie mogła czuć się inteligentna, bo a nuż okażę się najgłupsza w jakimś środowisku?
Nie mogła czuć się ładna, bo może to tylko jej zdanie, a inni uważają ją może za szkaradę?
Nie mogła.
I nie wiedziała jak przejść z tym dalej. Takie myślenie było silniejsze od niej, po prostu NIE MIAŁA innej możliwości.
Kiedy była sama, czuła się dobrze z sobą, ale nie mogła jakoś przeciągnąć tego na sytuacje towarzyskie, nie mogła być pewna siebie, że jest ok - bo może ktoś pomyśli... ktoś osądzi.
Robiła dobrą minę do złej gry, ale to była ciągle gra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz