Lubiła obserwować ludzi, szczególnie w środkach komunikacji miejskiej, na dworcach, przystankach.
Zwykle jeździła sama. Słuchawki w uszach albo bez słuchawek, bo w końcu jakoś ograniczają odbiór wrażeń zmysłowych. Ale patrzenie to podstawa obserwacji. Lubiła dostrzegać różne szczegóły oraz je łączyć. Pozwalało to na snucie różnorakich historii, wyobrażanie sobie kim ci ludzie są, tak życiowo, stanowiło przyczynek do zastanowienia się nad... nad życiem, po prostu. Swoim, czyimś. Obserwowanie obcych ludzi może wiele dać. Niektórzy pewnie powiedzą, że wystarcza im krąg znajomych, ale według niej wyobrażeniowe pole do popisu jest tu nieco mniejsze. Pewnych rzeczy z bliska nie widać, zacierają się różnice między tym, co było i tym, co jest. Często pozostajemy na poziomie tego, co usłyszymy wprost, a nie trzeba chyba nikogo uświadamiać, że zachowania i własne, i innych, wobec osób bliskich, znajomych, i tych, których prawdopodobnie już się nie spotka, są nieraz bardzo różne. Nie twierdziła, że ktokolwiek robi tak ze złej woli. Po prostu tak było.
Tego dnia jechała metrem, dzień jak co dzień. Chociaż może nie, bo nawet miała miejsce siedzące. Więc siedziała. A naprzeciwko niej - rządek pań w wieku, powiedzmy, średnim. Nie była nigdy dobra w ocenie ile ktoś ma lat, strzelała więc - między 40 a 50. Czyli już niezbyt młode ale nadal na chodzie, a nawet - z klasą. Szczególnie jedna zwróciła jej uwagę. Odrobinę przy kości, luźna beżowa bluzka w kwiaty, beżowe baleriny, proste, nieźle skrojone dżinsy. Było widać, że uważa na to co na siebie wkłada. Co z tego, że nie jest gorącą 20tką, uroda ani figura już nie ta - przezierała przez nią Kobieta. A poza tym, co coraz rzadsze - miała zastanowienie w oczach. Jakąś powagę. Pomyślała - ona też była w moim wieku. Też była kiedyś na etapie lawirowania między projektowaniem życia, chęcią korzystania z niego, a rzeczywistością. Czy teraz jest usatysfakcjonowana? Czy uzyskała ocenę "wystarczającą" lub wyżej? Czy podjęła dobre decyzje, spełniła się? W porównaniu z siedzącymi obok paniami jako jedyna nie miała w sobie bierności, zrezygnowania, tylko powagę. Więc... może jej się udało. Udaje - bo to przecież tylko moment w historii, którą kształtuje się każdego dnia.
Pytanie, które zadzwoniło jej gdzieś w głowie, brzmiało: jaka będzie ona w tym wieku. Czy uda jej się osiągnąć kompromis z życiem na tyle, aby nie zagubić gdzieś tego, co teraz chce i ma. Godzenie realizmu z idealizmem to sztuka, w której, jak w zawodzie nauczyciela czy lekarza, nieustannie trzeba się dokształcać. Właśnie, w oczach tej kobiety było coś jeszcze, czego nie mogła wcześniej zidentyfikować - zdecydowanie. Takie bycie czołgiem, jak mówił jej przyjaciel: są trudności, ma się tego świadomość, ale mimo to decyduje się wciąż i wciąż je pokonywać.
Postanowiła żyć, więc będzie, najlepiej jak się da. Dla choćby krótkich chwil radości.
Może to tylko wyobrażenie o tej kobiecie, może gdyby ją znała wcale nie chciałaby być do niej kiedyś podobną. Ale błogosławieństwem było to, że jej nie znała. Życie to przedsięwzięcie. I jak każde przedsięwzięcie niesie pewne ryzyko, może nawet budzi strach, ale niesie też wiele możliwości. I może kiedyś - Nagrodę.
piękny wpis!!!
OdpowiedzUsuń(też lubię to robić, patrzeć, chodź pewnie jakoś inaczej to robię. Dido:)
Dziękuję:) zaciekawiłaś mnie: jakoś inaczej - jak?
OdpowiedzUsuń