Komunikacja miejska. Jak to jest, że tak wykańcza, gdy źle funkcjonuje? Nie załatwiła przez to, i przez siebie, ważnej sprawy. Korki koreczki, sama przyjemność, może nic by się nie stało gdyby nie musiała się wracać do domu po jeden głupi świstek, którego nie chciało jej się wcześniej spakować... W międzyczasie skończyła jej się ważność konta telefonicznego, więc nawet nie mogła odpisać.. (ha, przynajmniej raz zaleta bycia nierozchwytywaną, ale lepiej nie poruszać tego niebezpiecznego wątku) ani sprawdzić nic w necie. Jakoś się dostała na ten koniec świata - Targówek Fabryczny, wysłuchując w międzyczasie jak to jakiś miejscowy, mówiąc 3x głośniej niż przeciętny śmiertelnik, świetnie kogoś załatwił, tak, że wyglądał jak zombie ("normalnie tak z nim tańczyłem..!"). Po czym pocałowała klamkę zamkniętą już od dobrych kilkudziesięciu minut. Była pewna że zamykają o 16, cóż za przemiła niespodzianka. W drodze powrotnej miała niezły trening panowania nad emocjami.
Idąc już od dworca pomyślała, pewnie zdziwi to tych, którzy jeszcze nie pogodzili się z tym że wierzy, pomyślała - a Dżizas, co by, kurka, zrobił na jej miejscu? Przecież to się można albo wściec, albo rozpłakać. A tymczasem przyszło jej do głowy zdanie dawno zapomniane i niezbyt lubiane: ora et labora, módl się i pracuj. I może racja. Praca nad sobą, nad planowaniem czasu, nad ponoszeniem konsekwencji, nad byciem dorosłym. I modlitwa, bo samemu, to chyba trudno.
Wiesz, z tym waleniem się wszystkiego na raz... to już po prostu chyba tak jest. Od roku wszystko, czego się nie dotknę sypie się jak domek z kart. Związek, uczelnia, $, kolejne nieudane zakochanie.. i kolejne i następne też. Odszedłem przez to od Boga, chociaż może nie całkowicie to jednak zacząłem wątpić w sens modliwty, mszy. W niedzielę rzadko pojawiam się na mszy- wcześniej bywałem regularnie.
OdpowiedzUsuńOd jakiegoś czasu miałem dobrą znajomą, zaczęło w nas coś kiełkować. Niestety po pocałunku- jak to ja, romantyk wykoczyłem z kwiatkiem, chciałem pocałowac jeszcze raz. Wystraszyła się, uciekła. I chociaż znowu mam podły nastrój to przez tą małą górkę, przez te 2 tygodnie bezmiaru szczęśliwości znów znalazłem sens, znów chcę starać się bardziej, chociaż pewnie znów w czymś przesadzę... zobaczymy jak długo będzie względnie lepiej.
3maj się ciepło! Trzymam kciuki, żebyś każdy dzień zaczynała i kończyła uśmiechem :)