Schematy w postrzeganiu świata można podzielić z grubsza na kilka kategorii. Pierwsze zwykle przychodzą do głowy kwestie rasowe i narodowościowe. Dalej: dotyczące klasy, zawodu, wyglądu, i wreszcie płci. Z jednej strony przypisuje się danym osobom jakieś szczególne cechy czy też ich specyficzne konfiguracje, z drugiej prognozuje się, jaki kształt będą przyjmowały relacje między nimi. Żeby tylko prognozować.! Niestety często oznacza zamknięcie siebie i innych w pewnych ramach, nie przyjmując do wiadomości, że może być inaczej. A gdy wszystko na to wskazuje, węszy się podstęp i podejrzewa nieczyste zamiary. To częsty motyw z filmów. Afroamerykanie, szczególnie ci żyjący w dużych grupach, przyjaźnie nastawionego białego traktują jak szpiega, a jeśli któryś zdecyduje się nawiązać z nim kontakt, a już nie daj boże relację o pozytywnym wydźwięku - zostaje wykluczony.
Jeździła trochę po mieście i trochę widziała. Dzielnice burżu, dzielnice tych biedniejszych. W ramach praktyk przez 2 tygodnie miała okazję przebywać drogę
- z Mokotowa (rajbany, zielone grzywki, wartościowe = drogie, panienki wyglądają jakby bały się najmniejszego owada, oczywiście w tym sensie, by nie zabrudził im nowego białego płaszczyka, a poza tym są znudzone życiem i patrzą z góry na przeciętnych mieszkańców tego globu, średni szacowany na podstawie ciuchów odsetek mężczyzn o odmiennej orientacji ok. 70%, przy czym bardziej martwi fakt, że większość z nich to hetero...)
- na Pragę (dzieci rzucające kamieniami w tramwaj, mijane gdzieś po drodze zgliszcza samochodu, których dzień wcześniej nie było, poza tym multum "dresów", raczących się o 8 rano napojami zmieniającymi świadomość, trochę lasek z farbowanymi samodzielnie włosami, nierzadko pchających wózek z dzieckiem, sporo staruszków, ale generalnie dość pusto).
Nie rozumiała tego. Po co komu tyle niechęci, po co życzyć komuś złego,
złościć się bo jest inny? Sama też czasem ulegała stereotypom, ale
jednak - starała się. To jedno. A drugie i ważniejsze, kołaczące jej w głowie pytanie, związane z przeczącą schematom sytuacją-relacją, w której tkwiła, brzmiało: czy lepiej, będąc pewnym swoich czystych intencji i zysków, jakie czerpią dwie osoby będąc ze sobą w przyjaźni, oraz wiedząc, że obiektywnie nikomu nie powinno to szkodzić, budować ją nadal, czy bojąc się osądów i podejrzeń osób z zewnątrz zrezygnować z niej, i, poniekąd, z siebie? Będąc w mniejszości uważającej przyjaźń damsko - męską za możliwą pozostać przy swoim, czy poddać się zdaniu większości i - wycofać..?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz