Relacje to przyjemność i praca, przyjemność i praca, praca, praca... Czasem jedna relacja wpływa na drugą, tu się coś popsuje, rozejdzie szew, tam wypadnie guzik. Zaburzenia w harmonii, która musi istnieć, by obydwie relacje przetrwały. Trudne to.
Potrzeby miłości, szczególnie neurotycznej, nie da się zaspokoić poprzez ludzi. Ludzie są niesłowni, niedoskonali, zmienni, egoistyczni. Zawodni. Tacy są. Ale jest też Ktoś słowny, doskonały, stały, kochający. Niezawodny, choć działający czasem zupełnie "nie tak" - nie tak, jak sobie wyobraziliśmy. Czerpanie mocy z ludzi daje satysfakcję na krótką chwilę, to co wydawało się duże i pożywne to tylko wata... wata. Czerpanie mocy z Niego, przyjmowanie tego co zsyła, tego co łatwe i co trudne, zrozumiałe i niepojęte - to tylko prowadzi do życia w pełni. Do szczęścia.
Zakochujesz się, zawodzisz, przeklinasz, zakochujesz, obdarzasz zaufaniem, zawodzisz... i tak w kółko. Po co, skoro jest Ktoś, kto nigdy przenigdy nie zawiedzie, nie odejdzie. Ten, który zawsze kocha, który daje siłę, zamiast ją odbierać. I daje radość, i miłość do innych, zupełnie inną niż ta zwykła, ludzka. Tak jak smutek nie jest depresją, tak miłość nie jest Miłością.
Tylko trzeba zaufać, opuścić dobrze znane, wysiedziane schematy. Wiara, że On ma wszystko pod kontrolą jest trudna. Po latach spodziewania się niebezpieczeństwa z każdej możliwej strony mamy już odruch. Ale nie ma nic, czego nie da się zmienić. W tym sensie - wiara jest decyzją.
Ostatnio bywało, że czuła się zwyciężczynią. Dostała dobrą Broń, i z nią już niemal nic nie było jej straszne. Szła po mieście i miała Miłość. Do ludzi. Chęć czynienia dobra. To też tak, jakby wygrać bitwę dzięki Dowódcy-Strategowi. Oczywiście, ona walczyła, ale z Nim było bardziej prawdopodobne, że zwycięży. I z ludźmi u boku. Tak.
W wierze można kogoś prowadzić lub wskazywać drogę.
Prowadzi ten, kto zna drogę - każdy krawężnik, każdy zakręt, każdy kamień, każde niebezpieczeństwo. Podajesz rękę i dajesz mu się prowadzić, przebywając nawet nieświadomie jakieś fragmenty trasy, którą On pod Twoim kątem wybiera - by była najlepsza.
Wskazuje drogę ten, kto mniej więcej wie gdzie trzeba iść. Być może sam ją przebył, lub przebywa. Nie zna każdego wariantu prowadzącego do celu, nie zna szczegółów, może się mylić.
Prowadzi w wierze Duch Święty.
Wskazuje drogę człowiek. Rozsądny, pokorny człowiek wie, że prowadzić nie może, że nawet jeśli akurat uda mu się doprowadzić kogoś w miejsce, które, jak mniema, jest celem, uniemożliwia jego rozwój wewnętrzny i wzrastanie według indywidualnego planu, przygotowanego przez Kogoś mądrzejszego. To tak, jak ktoś, kto ma niewidome dziecko. Może je zawsze prowadzić, zawsze z nim chodzić. Albo nauczyć obsługi laski i odczytywania znaków, by mogło stać się samodzielne.
A jeśli jest On i prowadzi to i z czasem miłość ludzka staje się doskonalsza i piękniejsza, odzwierciedlająca jego miłość. Tylko trzeba Mu zaufać, że to kiedyś jeszcze się stanie, nastąpi, nie ominie, że On pamięta i przygotował nam coś naprawdę ekstra. Miło wiedzieć, że u Ciebie spokojniej i szczęśliwiej. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń