sobota, 17 listopada 2012

Nie pieniądz czyni człowieka

W ciągu ostatniej doby dwa razy przyszła jej do głowy pewna myśl: że pewnie ludzie myślą, no i w zasadzie tak, zdawała sobie z tego sprawę, mogą tak myśleć - że jest wariatką. Że totalnie jej odbiło, mader, i to nie tak ot sobie, depresja, CHAD czy coś, tylko konkretnie jakaś schizo, urojenia i tym podobne.
Pomyślała o tym przy okazji spotkania z siostrą. Widziały się przelotem, przy metrze, ona wracała do domu. Zapytała, gdzie się wybiera, i na jej odpowiedź, że do kościoła (na godzinę uwielbienia), zareagowała krótkim "o kurna". A później w tym kościele była, i czuła, że właśnie - tylko On się liczy, tylko Pan. I że nie potrzeba nic więcej, chociaż czasem by się chciało. Ani więcej pieniędzy, ani oparcia w ludziach. Nie potrzebowała, ba - tylko wybierając Jego mogła NAPRAWDĘ być szczęśliwa. Po swoim przebudzeniu, czy nawróceniu, jakkolwiek to nazwać, nie miała żadnego kłopotu z wybieraniem TYLKO Boga. I... to był najszczęśliwszy czas w jej życiu. Zawsze była jednym z tych wątpiących, nie wierzyła w chwilowe poczucie szczęścia. Zbyt wiele ją to kosztowało. Kontynuując - wielbiąc Pana pomyślała, że to naprawdę niesamowite, cudowne, czym On obdarza. I że wiara w to jest w  dzisiejszym świecie passe, nie wiedzieć czemu. Znaczy - właściwie wiedzieć.
Bo króluje Mamona, namacalna i potężna. Z pozoru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz