środa, 14 listopada 2012

Potrzebuję... odpocząć


Ostatnio dzieliła chwile na chwile wytchnienia i bez wytchnienia. Wytchnienia od codziennych spraw, studiów, nauki, obowiązków i co na ten moment najważniejsze, od szalejącej głowy.
Jak to jej ktoś powiedział, ważne, by miała choć godzinę w ciągu dnia wytchnienia właśnie. Spokoju, pokoju serca. Bez zadręczania się nie wiadomo czym, jakimiś błahostkami. Bez tego niepokoju, rosnącej w klatce piersiowej guli. Bez rozbieganego, zalęknionego spojrzenia. Bez strachu, bez złości na siebie, bez tego no, bólu. To właśnie jest to wytchnienie, odetchnięcie, ulga.
Ludzie mają różne sposoby, by zapomnieć na moment o troskach. Alkohol, imprezy, praca. A jej się najlepiej zapominało... na próbie służby muzycznej. Śpiewanie dla Boga, kto by pomyślał, nie? Dla Kogoś, Kogo nawet nie widać, właściwie nie wiadomo czy istnieje, ktoś powie. A jednak. To... takie odprężające. Jak masaż, tylko na duszy.
Nie wiedziała, ile czasu zajmie jej nauka normalności, ale w tej chwili nie zaprzątało to jej głowy. Znaczy, gdzieś w niej się pojawiało, ale nie absorbowało, nie powodowało jakichś silniejszych emocji.

Myślała o braku umiejętności wyrażania potrzeb. Doszła do wniosku, że w zasadzie trudno, żeby umiała wyrażać coś, z czego sama nie zdaje sobie sprawy. Czego potrzebuje? Jeśli nie jest usatysfakcjonowana, dajmy na to, rozmową z przyjaciółką, to oznacza właśnie niezaspokojenie jakiejś potrzeby, ale - jakiej? Ciężka sprawa. Weź i się dokop do czegoś, co tak starannie zostało zamaskowane... Lubiła słuchać, lubiła się skupiać na kimś, naprawdę sprawiało jej to przyjemność, ale ten dyskomfort po - coś oznaczał. Może to, że zapomniała o mówieniu o swoich sprawach. Może to, że nawet nie wiedziałaby, jak o nich mówić. A może to, że potrzebowała czegoś, czego potrzebować nie mogła. Bo ktoś zabronił, bo sama sobie zabroniła. Tak czy inaczej, doszła do wniosku, że to musi być strasznie denerwujące, jak ktoś nie potrafi powiedzieć, określić czego potrzebuje, nie umie prosić wprost, tylko komunikuje trudne uczucia. I miała dylemat, bo z jednej strony nie chciała nikogo irytować, wywoływać konsternacji, bezradności itp. Z drugiej - wiedziała, że nie mówiąc o uczuciach zaklajstruje się w nich, i naprawdę, naprawdę zwariuje do reszty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz