Bóg działa. Naprawdę.
Kilka dni temu, jadąc pociągiem myślała sobie, że z Nim to jest jak ze słońcem: nawet jeśli zakrywają je chmury to i tak jest. JESTEM, jak to powiedział Bóg Mojżeszowi. Ale tak naprawdę jest jeden przejaw tego, że to słońce nie zniknęło. Światło. Przynajmniej w ciągu dnia. A w nocy są prawa astronomiczne, z którymi nie ma co się spierać.
Podczas tego dwudniowego koszmaru, wczoraj i przedwczoraj, było ciężko. Było masakrycznie, zresztą nadal czuła gdzieś niepokój, ale to już nie to samo. W każdym razie, przez ten czas udało jej się nie zapomnieć o Tym, który znosi wszelkie ciężary, z którym zawsze może się dzielić. Wiedziała, że dzięki Niemu była w stanie wstać z łóżka, ubrać się, nawet wyjść z domu. I to On postawił na jej drodze ludzi, poprzez których pokazał, że nie zapomniał. Lider służby muzycznej, pani promotor, młodsza siostra, koleżanka. Coś wspaniałego, tak jasna odpowiedź na jej prośby. I tak niespodziewana, znaczy, niespodziewanie dopasowana. Niełatwo wśród jakichś tam ludzi z zewnątrz znaleźć kogoś, kto jest szczerze... zatroskany. Kto widzi to, co niewidoczne. Kto czuje, nie tylko rozumie, ale też czuje o co chodzi. A jednak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz