Jakie były święta w zeszłym roku? Nie pamiętała. Pewnie wystarczyłoby spojrzeć kilkanaście notatek wstecz, ale po powrocie do Warszawy ogarnęło ją tak przemożne lenistwo, że nawet tego nie chciało jej się zrobić. Uściślając - kilkugodzinne lenistwo, za coś około 300 minut czekała ją wyprawa do pracy, i ta perspektywa wywoływała w niej głupiość jakąś, każącą wykorzystać ten czas do granic możliwości. Nic nie robiąc, rzecz jasna. Lub robiąc to, na co maiała ochotę (kuchenka zalśniła podobnie jak w sesji).
Ale święta. Myśl towarzysząca jej przez całe święta była zaskakująco RÓŻOWA - to najlepsze święta w jej życiu. DOBRE. No fakt, jakiś niesnasek nie dało się uniknąć, zwłaszcza, że w domu szalała gimnazjalistka opanowana przez nieuchwytne siły zwane hormonami. Ale to nic.
Mama spisała się na medal, organizując kolację wigilijną dla rodziny powiększonej o 3 osoby, a następnie obiad z rodzicami narzeczonego siostry (przez cały dzień w powietrzu unosiło się słowo... inspekcja;). Nie dość, że ugotowała pysznie, to jeszcze stres jej nie zjadł. Wielkie gratulacje i inne takie. Wspaniała kobieta. Naprawdę podziwiała swoją Mamę, zaprzeczenie wszelkich psychologicznych twierdzeń, że w pewnym wieku ludzie już się nie zmieniają.
Mama to jedno, nie aż takie zaskoczenie, za to Ojciec..? Nie dość że przed świętami słysząc, jak mama rozmawia ze nią przez telefon POWIEDZIAŁ ŻE TĘSKNI, to jeszcze niemal przez cały czas jego obecność była wyraźna - na obiedzie z przyszłymi teściami wziął na siebie zabawianie ich rozmową, gdy kobiety buszowały jeszcze w kuchni. Niebywałe. I był na przejażdżce rowerowej z Mamą. Szok. Jeszcze 2 tygodnie temu byli w nieformalnej separacji. Teraz rozmawiali. Wspaniale.
Domowo i ciepło było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz