piątek, 27 lutego 2015

Bez - sen - s

Ech, no ile można, serio.

Zabierzcie huśtawki. Wszystkie. Z placów zabaw, ogródków, domów, dusz.

Miała dziś być na spotkaniu ze znajomymi.

Siostra chciała, żeby do niej przyjechała.

Klasyczny dylemat co chcą inni/co chce ona. Rozwiązany w najlepszy sposób, tj. nie pójść nigdzie.

Ćwiczyła śpiewanie do nabożeństwa w niedzielę. Bez potrzeby, bo i tak fałszowała.


Lista narzekactwa nigdy się nie kończy. Narzekactwa, czy... nienawiści. Tak. Na pytanie co czuje, dziś jest jedna odpowiedź. Nienawiść. Nienawiść do tego, co sprawiło, że jest taka, jaka jest. Tak kompletnie bezcelowa, niepotrzebna, zbędna, nijaka. Wybrakowana, niedopasowana, inna.

Nic się nie zmieniło. Od dobrych kilku lat nic się nie zmieniło. Ludzie biorą śluby, rodzą dzieci, dostają pracę, zyskują przyjaciół, rosną w wierze. U niej bez zmian. Jak to się mówi, ch......o ale stabilnie.

Wiedziała kto jest odpowiedzialny. ONA. ONA. ONA.

Tym gorzej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz