poniedziałek, 25 maja 2015

Przyjmij prawdę

Bała się każdej swojej myśli.
Odkąd dostała diagnozę, tę najświeższą, działy się w niej różne rzeczy.
Wpierw się zbuntowała. To nie może być prawda. Nie jest żadnym borderlinem. Nie puszcza się na prawo i lewo, nie kradnie, nie jeździ szybko, właściwie wcale nie ryzykuje.
Potem przyszła rezygnacja. Dała za wygraną i zaufała lekarce, o tyle o ile.
Później omówiła to z terapeutką, zrobiła testy. Wyszła osobowość unikająca. Odetchnęła, choć coś jej nie pasowało.
Wreszcie poszła do biblioteki i wypożyczyła opasłe tomiszcza o zaburzeniach osobowości. I dowiedziała się. Dowiedziała się, że są różne postaci osobowości z pogranicza. W zależności od mieszanki wyglądała inaczej. W połączeniu z osobowością unikającą tworzyła osobowość zniechęconą. Spełniała podstawowe objawy: unikanie odrzucenia, idealizację i dewaluację bliskich osób, trudności z utrzymaniem znajomości, skrajne relacje i brak odporności na stres. Agresję do innych zastępowała agresja do siebie, samookaleczenia, ciągłe myśli o samounicestwieniu. Do tego fuzja tożsamości do osoby, która okazała jej uwagę. Swojej tożsamości nie miała, nie wiedziała kim jest. Nie miała nawet stylu ubierania, gdy zadawała się z osobą ubierającą moro, nagle odkrywała, że to jej się podoba. Gdy nawiązała relację z kimś eleganckim, starała się dostosować do standardów, a gdy jej się nie udawało odczuwała frustrację i bezsens.
Była gotowa na wiele, by uzyskać akceptację, a jednak panicznie bała się nowych znajomości, wychodzenia z domu i sytuacji ekspozycji społecznej. I była zniechęcona, wyczerpana tą ciągłą niepewnością, niepowodzeniami, samotnością, pustką. Nie widziała drogi wyjścia.
Zgodziła się z tym. Nie miała wyjścia. Przyznała rację lekarce.
I zapadła się w sobie, rozpadła na kawałki, widząc już wszędzie w swoim życiu chore schematy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz