piątek, 12 czerwca 2015

Duchy z wersalki

Dziewczyna z wersalki wreszcie, po wielu latach, zdecydowała się zaryzykować. Otworzyć tą nieszczęsną wersalkę, przyjrzeć dokładnie temu, co kryją jej ciemności. Odkryć dawno zapomniane wspomnienia, ale i te pamiętane, lecz niedoceniane. Obudzić duchy, by one już jej nie budziły. Czas był, by przejąć kontrolę.


Otworzyła.

Zobaczyła siebie w wieku kilku lat, swoją samotność, gdy była odrzucana przez rodzeństwo, swoją ukrytą satysfakcję, gdy przyniosła ojcu pas, by mógł ukarać brata, ale to jej się dostało. To, jak w końcu stworzyła sobie wymyślonych przyjaciół, by mieć z kim spędzać czas i nie wstydzić się, że jest sama.

To, jak tata przestał być miły, opiekuńczy, gdy tylko poszła do szkoły. Stracił całe zainteresowanie. Zostawił ją, choć był obok.

To, jak kolejne koleżanki z ławki przesiadały się do innych, i to, jak zaczęła uciekać w książki. To, jak była niewidzialna, i gdyby nie oceny w dzienniku można by uznać, że nikt taki nie istniał.

To, jak po pół roku w gimnazjum stała się obiektem regularnego wyśmiewania, ale przede wszystkim odizolowania. Jak po radości, że jest akceptowana, spadła na samo dno szkolnej hierarchii. Jak ktoś wykorzystał jej uczucia, by ją zmiażdżyć.

To, jak musiała konkurować z siostrą o akceptację mamy, i jak to bolało, gdy przegrywała. To, jak nigdy nie wiedziała, z której strony oberwie, będąc między tymi dwiema silnymi, niezrównoważonymi kobietami. To, jak musiała uważać na każde słowo, by nie przegapić momentu, gdy jeszcze można uciec.

To, jak się czuła będąc świadkiem kłótni rodziców, będąc zmuszona do tego, by opowiedzieć się po którejś stronie i nie mogąc tego zrobić. Jak była rozdarta i jak to było nie fair. To, jak nie mieściło jej się w głowie, że można tak się ranić, i to jeszcze przy dzieciach, mając chyba nadzieję, że one coś zrobią. Ale to nie była ich rola, nie była jej rola. Jednak w nią weszła, zakopując uczucia głęboko pod ziemią.

Przypomniała sobie rzeczy, które uznała za nieistotny moment w jej życiu. Ale to nie były nieistotne elementy. Żaden krok podczas marszu nie jest nieistotny.

Zobaczyła to wszystko.
Ułożyła w całość.
I opłakała.
Tak jak opłakuje się zmarłego.
Wylała to, co dotąd wydostawało się w niekontrolowany sposób.
Przynajmniej część tego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz