czwartek, 11 czerwca 2015

Spacer po mieście


http://thumbs.dreamstime.com/t/head-mechanism-18337030.jpg

Przez wiele lat śnił jej się ten sam sen.

Zaczynał się od jednego koła zębatego. Po chwili dołączało do niego kolejne, i kolejne, i kolejne, aż cała przestrzeń wypełniała się gęstym, wprawionym w ruch mechanizmem, bez końca tworzącym nowe połączenia. Początkowy spokój białej przestrzeni wypełniał się przeraźliwym skomplikowaniem, który lada chwila miał ją pochłonąć. Do tego ten straszny dźwięk, zimny dźwięk wprawionego w ruch mechanizmu, którego nic nie może zatrzymać. I gdy już myślała, że nie wytrzyma, wszystko znikało.
Szła chodnikiem koło znajomego bloku, bloku, w którym było jej przedszkole. Szła kilka kroków, aż dochodziła do ławki, na której siedział kaczor Donald. Wtedy się budziła.

Sen ten pojawił się jeszcze w przedszkolu. A może na początku szkoły podstawowej. Koszmar. Innych snów z dzieciństwa nie pamiętała.
Nigdy się nad nim nie zastanawiała.


Tego dnia idąc chodnikiem przez miasto doznała olśnienia.
Zdarzały się sytuacje, gdy jedno słowo krytyki, czy po prostu postawienie granic, dezaprobata, wytrącały ją z równowagi, traciła odwagę  i spontaniczność wobec osoby, która to zrobiła, i była pewna, że już jest nielubiana, że na pewno ta osoba ma do niej uraz, widzi teraz, jak jest zła, na pewno się złości i nie chce mieć z nią nic do czynienia. Zastanawiała się nad tym. Wtedy ją olśniło. Że to mechanizm obronny. Projekcja. Ludzie nie obrażają się o byle co, po prostu wyrażają to, co czują. To ona się złościła. Potrzebowała bezwarunkowej akceptacji, w myślach, mowie, uczynku, itd. Nie dopuszczała myśli o tym, że ktoś ma własną wolę, własne potrzeby, własną wrażliwość. Ona też była wrażliwa, chciała być pomocna, była skłonna zrobić wiele dla osoby, której zaufała. Do momentu, gdy ta postawiła granice, i wyraziła tym samym, że nie jest skłonna do aż takiej uległości, aż takiej komitywy, aż takiej bliskości. Wtedy nagle tworzyła się przepaść nie do przejścia. Niechęć do tej osoby, lęk. I złość. Ta jedna emocja, która nie miała prawa istnieć, ale jednak była.

Mechanizm. Koło zębate, wywołujące kolejne reakcje. Jedno z wielu, jakie miała w sobie.
Wypierała złość, ale ta wracała zwielokrotniona. Na siebie, ale i na innych. Musiała to przyznać.

Pozostała kwestia kaczora Donalda. Nawet nie oglądała zbyt wielu kreskówek z jego udziałem. Na jej czasy przypadły Muminki i Smurfy.

Cytat z Wikipedii:
Donalda zawsze prześladuje pech, przez co nigdy nie może znaleźć pracy – przyczyną mógł być również brak talentów. 
Jednym z rywali Donalda jest, wyśmiewający się z niego sąsiad, J. Jones. Innym rywalem Kaczora Donalda jest jego kuzyn, wielki szczęściarz. Jego narzeczoną jest Daisy. W niektórych komiksach włoskich Donald po zapadnięciu zmroku przyjmuje postać zamaskowanego superbohatera, który broni mieszkańców Kaczogrodu przed czarnymi charakterami, używając niezwykłych urządzeń autorstwa Diodaka

Ona też uważała, że prześladuje ją pech, że jest jego ofiarą. Że nigdy nie znajdzie pracy przez swój brak talentów. Że inni tylko ją wyśmiewają, przed albo za plecami. Że inni ludzie to szczęściarze, mogący zdobyć drugą połówkę. Marzyła, by być kimś, kto odmieni los, przynajmniej kilku osób.

Może wyciągała pochopne wnioski, ale pasował jej obrazek, że nieświadome i świadome mechanizmy
sterujące jej zachowaniem, myślami i emocjami to przyczyna spostrzeżeń dotyczących jej, jej życia, i innych osób.

Chciała odkrywać te mechanizmy. Obnażone miały już mniejszą moc. Wielu miała świadomość, kolejne czekały na uświadomienie. Kolejne kółka zębate tracące destrukcyjną moc.

Szła do przodu. Po chodniku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz