piątek, 6 sierpnia 2010

Następny etap

Nie mogła spać. W głowie kłębiły się miliony myśli. Tyle rzeczy do zrobienia, tyle spraw do przemyślenia, tyle szczegółów, które trzeba dopracować.
Coraz trudniej było jej mówić na terapii, coraz mniej miała do powiedzenia. Nie to, że nie chciała, nie miała zaufania, albo coś chciała ukryć. Chyba po prostu coś się skończyło.
Tak jak wychodząc z 7F w Krakowie miała poczucia zamknięcia jakiegoś etapu, tak i teraz myślała, że czas na zmiany.
Rozmowy z terapeutką niewiele już dawały, potrzebowała czegoś innego.
Kraków to było wprowadzenie do tematu - wylazła ze skorupki, z owodni, która zaczęła już jełczeć. Przekonała się, że ma wpływ na swoje życie, że to ona podejmuje decyzje. Że nie ma co się cackać, tylko trzeba brać się żwawo do roboty. To był taki prztyczek w nos.
Terapia z p. K. utwierdziła ją w tym, dała poczucie zaopiekowania i większy wgląd w relacje rodzinne. Nazwałaby to momentem stabilizacji. Poczuła, że może czuć się bezpiecznie z psychologiem, że terapia przynosi efekty. Ale jednak relacja tylko z terapeutą była dość ograniczająca. Mogła mówić mu, jakby nie było, tylko to, co chciała i tak jak chciała - on postrzegał to tylko tak, jak mu przychodziło do głowy, bez zewnętrznej weryfikacji. Nawet bez świadomości mogła go oszukać. A on był tylko człowiekiem, nie jasnowidzem.
Nadszedł już czas na terapię grupową. Regularną, z RR.- jej znienawidzoną ulubioną terapeutką, z nowymi ludźmi. Drugiej szansy nie chciała już przepuścić tak łatwo, jak wcześniej.

3 komentarze:

  1. Tylko klika razy byłam na terapii w sprawie mojego syna... trudno mi rozmawiać z kimś obcym, kto słucha i daje książkowe rady. Masz rację mówimy u psychologa to co chcemy i jak chcemy, a on interpretuje to po swojemu. Taka jednak jest prawda, że to my odpowiadamy za swoje życie... my podejmujemy decyzji gorsze czy lepsze i jeżeli chcemy coś bardzo zmienić to zmienimy to. Pytanie tylko czy mamy wpływ na otoczenie na innych ludzi, przeszłość to przeszłość nie zmienimy jej, jedyne co możemy zmienić to przyszłość i tak naprawdę kolejny dzień.
    Trzymam kciuki :) za Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Psycholog nie daje rad... przynajmniej ja jeszcze takiego nie spotkałam:) Kierunkuje, owszem. Ale najważniejsze wnioski wyciąga się zawsze samemu, tylko te "docierają", na mnie tylko te działają. Nie da się zmienić innych, jesli sami zechcą, to to zrobią, ale można zmienić siebie, swoje podejście, zaakceptować przeszłość, i tak- iść dalej:)
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ano zgadzam się z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń