Było dobrze:) Nawet bardzo.
Wyprowadziła się, zarabiała, od października nowe studia, ukochana psychologia...
Ludzie wokół.
I ona wśród nich, co dziwniejsze.
Cieszyła się życiem, nawet smród w tramwajach miał jakiś urok, dość specyficzny.
Muzyka brzmiała wspierająco, wychwytywała te tony, które niosły nadzieję i radość.
Radość.
Ciągle zaskakiwało ją, że ją czuje, to takie niecodzienne, i cenne poniekąd. Jeśli odczuwa się radość przez całe życie, czy nie traci na wartości? Ona wpadała w zachwyt nad każdą małą chwilką, witała ją tak jak wita się nowonarodzone dziecko, ciągle od nowa, ciągle z równie wielkim entuzjazmem...
Pisząc to miała świadomość że "to też minie", jak mówi pewna bajka.
Pewien król postanowił sprawdzić swoich mędrców. Dał im zadanie - niech stworzą coś, co w chwilach entuzjazmu nieco go ostudzi, a w chwilach smutku tchnie nadzieję. Mędrcy myśleli i myśleli, ale przychodziły im do głowy tylko rozwiązania częściowe. W końcu zgłosił się do króla mędrzec nikomu nieznany, i wręczył mu zwykłą obrączkę. Zwykłą, gdyby nie wygrawerowany napis "To też minie". Król oczywiście był pod wrażeniem, zatrzymał mędrca jako osobistego doradcę i hojnie go nagrodził.
Tak więc gdzieś tam wiedziała, że nie będzie już na wieki wolna od trosk, że smutki wrócą, nawet rozpacze włącznie z myślami "s". Ale cieszyła się chwilą, co innego można robić?
Między majem a końcem lipca dużo się wydarzyło. Jest widzę - pięknie. Powiedz mi, jak to zrobić?
OdpowiedzUsuńNie wiem. To raczej nie jest w mojej mocy. Po prostu przychodzą do mnie myśli takie lub inne. Każące rozszerzyć świadomość. Co mogę więcej powiedzieć...
Usuń