Tak łatwo zapominała o sukcesach.
Ostatnio bardziej niż zwykle męczyła siostrę jazdami typu: jestem głupia/gruba/beznadziejna, wszystko jest bez sensu/głupie/beznadziejne. A ona, jak to ona, długo nie wytrzymuje takiego biadolenia. Kto by wytrzymał, w sumie. Więc, dnia pewnego powiedziała:
R.: M., basta! Masz zadanie, szybko! I bez narzekania, ale już! Proszę mi wymienić 5 rzeczy które lubisz w sobie.
M: Coooo..? <myśli myśli myśli> Nie ma takich...
R: Oczywiście że są! No ale dobra, to na początek 5 które lubisz nie w sobie, jakieś czynności, rzeczy. Tylko szybko, bo będzie piętnaście!
M: No dobra. Więc lubię... to... i to... jeszcze to... ... to... ... ... no i to.
R: Co tak wolno? Ale ok, nie jest źle. Teraz to co w sobie.
M: <siedzi>
<wzdycha>
<oczy unosi ku niebu>
No to jest w porządku...
<myśli co jej ktoś powiedział miłego>
To... i to...
<marszczy czoło>
<mruczy pod nosem>
To nawet lubię...
<ogląda ręce>
<liczy okruchy chleba na obrusie>
<analizuje wzór na torbie>
Mam! To jeszcze!
R: No brawo! Ale kurde, M., nie sądziłam że to takie trudne zadanie, już myślałam że nie usiedzę. Za karę... Masz dalej wymyślać, trenować. Cały czas. Bo Cię odpytam.
I tak to się zaczęło. Żeby nie zapomnieć, zapisała to sobie w umyśleniach.
Nie wiedziała, czy to działa, ale pomogło oderwać się od smuteczków, właściwie. Choć na chwilę.
Z siostrą rozmawiały o tym, co od siebie wzajemnie mogą wziąć w relacji.
Teraz dobrze się dogadywały. To znaczy jak to siostry, czasem jakaś kłótnia, wyrwane włosy czy podbite oko... Okej, bez takich. Ale bywało naprawdę ciężko, bo obydwie miały kłopoty z asertywnym okazywaniem emocji i czasem "jechały" po sobie. Ale nie o tym, nie o tym.
Kiedyś jej nie było. Lewitowała gdzieś między ziemią a podziemiem, między ludźmi ale obok, bez przyjaciół, bez dostrzegania, co się tak naprawdę dzieje. Siedziała w środku, w sobie, i tylko łypała okiem, w strachu by ktoś tego nie zauważył. Co mogła dać..? Skoro niczego nie miała? A bez wymiany relacja nie jest pełna. Niby siostra to siostra, zawsze nią będzie, jest jakoś skazana. Ale to może być różne bycie. R. nie dostawała ode niej wtedy niczego, nawet sygnałów, że jest potrzebna. Taka była prawda.
A dziś, powiedziała coś ważnego. Bo M. się trochę wstydziła tej swojej szpitalnej historii. Zapominała, że to też bogactwo. Siostra jej o tym przypomniała. Że dzięki temu ją dostrzegła. Że bez tych terapii nie było by zmiany, i - dzięki niej zyskała doświadczenie, którego jej brakowało: w rozumieniu siebie i innych. I że to co daje siostrze, to właśnie nadzieja i inny punkt widzenia.
I tak sobie pomyślała, że zbyt łatwo wymazuje pozytywy ze swojego życia.
No.
a ja mam dwie siostry - jedną M., a drugą właśnie R., czyli Małgosię i Renatę:)
OdpowiedzUsuńróżnią się od siebie bardzo, oj, bardzo, bardzo...
pozdrawiam Cię:)
a ja...
OdpowiedzUsuńhttp://www.youtube.com/watch?v=UhyeywiEzKo
:)