niedziela, 21 kwietnia 2013

Boże, co to za pomysł..?

Koniec tego, co niepotrzebne, niewłaściwe, bezsensowne.

We wrześniu potrzebowała wstrząsu, żeby odnaleźć Boga. W kwietniu wydarzył się inny, uwalniający - ale co po nim, nie miała pojęcia. Na razie pozwolił jej odnaleźć głównie pustkę, niepokój, rozbicie. I pytania.

Po raz kolejny popełnione błędy, niszczące (niestety) nie tylko ją, ale i innych, pójście za zaburzonymi instynktami i "chceniami", mimo protestów rozsądku - wszystko to wywoływało refleksję: po co? Bóg stworzył tyle pięknych rzeczy, tylu wspaniałych ludzi. Co ona robi między nimi?
Błądziła, znów ciemność i nienawiść do siebie. Wiedziała, że skoro Bóg ją kocha, to ona tym bardziej powinna... ale nie umiała. Nie można kochać czegoś tak ułomnego. Kogoś, kto niby wydaje się spoko, a tak naprawdę niszczy i rani, niszczy i rani, w kółko, bez końca. Kogoś, kto tak naprawdę jest skoncentrowany tylko na sobie.
Nie można też nikogo zmusić do miłości. Myślała, że można. I znów popełniła błąd, grożący utratą przyjaciół.

Nienawidziła siebie. Z całego serca.
I brzydziła się sobą.

Boże, co to za pomysł, by pozwolić urodzić się komuś takiemu?

2 komentarze:

  1. dzieci Boga też popełniają błędy, ale on jest ojcem wyrozumiałym i kocha je mimo wszystko :)

    OdpowiedzUsuń